Imprezy firmowe w plenerze
Moja mama uwielbia pikniki firmowe na Jurze, naprawdę. Jeśli tylko we wsi, w której mieszka są organizowane tego typu biesiady, możecie być pewni, że tam będzie. Pikniki plenerowe w gronie przyjaciół i znajomych, sąsiadów, są dla niej taką radością, jak dla mnie spotkanie w knajpie lub kawiarni z przyjaciółmi. Obie jesteśmy na zupełnie innym etapie życia. Ja tutaj, w dużym mieście, szczęśliwa, że mam dookoła tylu kochanych ludzi, ze zawsze i o każdej porze kiedy zadzwonię możemy się spotkać gdzieś w centrum na dobrej kawie, lub wieczorkiem na piwie pszenicznym. Ona za to nie zamieniła by swojego życia na wsi za nic na świecie. Nie ma takiej rzeczy, która mogłaby ją tak bardzo ucieszyć i uradować jak imprezy plenerowe na Jurze. Kocha naturę, życie wśród łąk i lasów i to, że o każdej porze dnia i nocy może wyjść na Łączę wyrazy szacunku i się na niej położyć. Marzą jej się na pewno wtedy imprezy plenerowe w coraz to nowych miejscach. Widzą jej się biesiady do białego rana. A że kocha ludzi, bardzo często stara się organizować jakieś wyjazdy, nie dlatego, że nudzą jej się ukochane okolice, tylko po to, żeby nie zastać się w miejscu, i żeby rozruszać także swoich znajomych, w końcu nie mają już 20 lat. Moja mam pracowała kiedyś w lokalnym ośrodku kultury i spełniała się w tej pracy, także ma w sobie żyłkę organizatorki i to jej zostało do dziś. Nie zmieniła się pod tym względem nic a nic. Jest dobrym organizatorem. Często dzięki niej ludzie zbierają się i wyjeżdżają na pikniki plenerowe gdzieś w góry, z naszej wsi jest zaledwie 80 km do gór Sowich. Nic wielkiego, ale akurat na imprezy plenerowe nadaje się jak ulał. A najlepsze wypoczynek na Jurze w tym biesiady organizowała na Mazurach. Tam po prostu świetnie się siedzi przy ognisku po całodniowych regatach. Marzę żeby kiedyś i we mnie urodziła się taka pasja.
Chcesz coś dodać?