Szafki łazienkowe
Już jakiś czas temu zauważyłam, że mężczyźni nie znoszą zmian. Być może dlatego mimo kochanek, latami są z małżonkami, być może dlatego nie pozwalają wyrzucić znoszonej bluzy argumentując, że „jeszcze się przyda”. Fakty są faktami. Najgorzej kupować z nimi coś do ubrania. Nie dość, że człowiek poświęca swój czas na dobieranie w końcu nie swojej garderoby, to oni żądają posłuszeństwa, są osobiście urażeni jak nie ma ich rozmiaru i każą okazywać sobie wdzięczność, gdy coś nareszcie przypadnie im do gustu. Kiedy przy kolejnym razem łazienka była sprzątana skonstatowałam, że naprawdę brodzik jest cały zapuszczony a szafki łazienkowe nadają się jedynie do piwnicy na przechowywanie dżemów, postanowiłam, że nadszedł czas zmian. Nieodwołalnie. Ale wobec powyżej zamieszczonych konkluzji, obecność mojego męża, dzieci i psa, zdecydowanie utrudniałyby mi sprawną realizacje planów. Mój mąż jest architektem, ale jeśli chodzi o sprawność techniczną, o naprawienie chociażby cieknącego kranu… dzieje się dramat. On jest po prostu manualnie upośledzony, choć graficznie utalentowany. Taki oksymoron. Tak czy inaczej szafki łazienkowe stały się pretekstem do zmiany wizerunku mojej łazienki. Wysłałam dzieci i męża nad może, psa także i rozpoczęłam działanie na własną rękę. Najpierw sporządziłam kosztorys całej sprawy. Potem poszukałam fachowców. Kiedy trzech, rosłych i niezapijaczonych mężczyzn skuwało kafelki i demontowało sanitariaty, ja wyruszyłam na poszukiwania. Najpierw w Internecie sprawdziłam sobie na stronach pod hasłem: meble łazienkowe producent, meble łazienkowe na zamówienieróżne propozycje. Wypowiedziłam się na forach internetowych na temat usuwania kamienia i rdzy i ruszyłam w realna rzeczywistość ceramiki. Wiedziałam, że chcę się pozbyć wanny. Dzieci podrosły i już nie musza godzinami pluskać się w wodzie. Prysznic oszczędza czas i pozwala na szybkie odświeżenie się w czasie upałów. Wymyśliłam sobie, bordowe kafelki. Chciałam podkreślić cielesność, kobiecość , intymność tego miejsca. Wiklinowy kosz na bieliznę i wierzba mandżurska w wazonie miały dopełniać całości. Musiałam znaleźć jeszcze wymarzone meble łazienkowe. Sklep za sklepem prześcigał się w mnogości asortymentu. Jednak ciągle nie było to to, co odpowiadałoby mojej wizji. Trafiłam w końcu do ciekawego salonu w centrum handlowym. Tam znalazłam różne meble łazienkowe. Producent zapewniał o ich wytrzymałości, niebanalności. Krążyłam bez przekonania wśród różnych przedmiotów. I nagle… znalazłam. Z ciemnego drewna, w kolonialnym stylu, dostojne i nowoczesne zarazem. Do tego czekoladowe szafki łazienkowe…po prostu cudne. Cena też była imponująca, ale… raz się żyje, prawda? Zapłaciłam za moje meble łazienkowe, producent zobowiązał się do darmowego transportu, więc można powiedzieć, że troszeczkę zaoszczędziłam. Zresztą, mężowi i tak nie powiem prawdy. I pomyśleć, że schodziłam całe miasto zanim trafiłam na te meble łazienkowe, sklep był pod nosem, bo w centrum handlowym na sąsiednim osiedlu… powiadają uczeni, że najciemniej jest pod latarnią… żeby dopełnić całości, skserowałam i zalaminowałam swoje wiersze i rozkleiłam w łazience. Stała się przez to jeszcze bardziej magiczna, osobista. Teraz czekam na werdykt męża, chyba będzie dobrze, jak myślicie?